piątek, 5 sierpnia 2011

Odkurzone wspomnienia i radość dziecka

Czasem mam wrażenie, że otaczające mnie przedmioty mówią do mnie, jakby prosiły by o nich nie zapomnieć. Jestem przywiązana do wielu z nich, niestety niektóre mam już tylko w pamięci, ich obraz jest zamazany chociaż żyje we mnie. Są dni kiedy z sentymentem wspominam coś co widziałam w dzieciństwie, nie pamiętam gdzie i u kogo, ale widzę wyraźnie ten obraz, nie jest wcale zamglony, wręcz razi swoimi kolorami i detalami. Wtedy usilnie próbuję się dowiedzieć czy ten przedmiot jeszcze żyje. Jestem przeszczęśliwa, że niektóre te cuda dostały drugie życie, specjalnie dla mojej Amelki. Tu chyba nie trzeba słów, spójrzcie sami...krzesełko na którym siadał tata Amelki, samochód zbudowany przez Świętej pamięci pradziadka Amelki, malutki miś małego kiedyś Łukaszka. Marzę by tchnąć życie jeszcze w inne zabawki, marzę o starym drewnianym wózku, drewnianym koniku na kółkach, bardzo starej lalce, skórzanym kufrze w którym swój dom miałyby drewniane klocki, szklane kulki i prima balerina kręcąca się w kółko w rytm melodii z pozytywki. Niestety nic takiego nie pozostało w mojej pamięci, ale może gdzieś kiedyś natknę się na zapomniane zabawki i zaproszę je do świata małej Amelki.


















poniedziałek, 25 lipca 2011

Aminkowe pudła


















Śniadanie dla łasuchów

Trafiłam na ten przepis całkiem niedawno naleśniki na maślance z owocami (niestety nie pamiętam z czyjego bloga jest ten przepis, przepraszam!)



Jeśli ktoś byłby zainteresowany przepisem, proszę o email :)
Warto!

czwartek, 21 lipca 2011

Pstryk od Maryszy i pasiasty na dokładkę

Taka przerwa jest nie do pomyślenia, prawie miesiąc mnie tu nie było!!!Nie, nie byłam na wakacjach i nawet nie byłam pochłonięta pracą artystyczną. Dopadła mnie niemoc twórcza i brak czasu...a może głównie brak czasu. Miałam wiele planów i pomysłów w głowie, ale czas i miejsce całkowicie mi nie sprzyja. Na szczęście czasem zdarzają się chwile przyjemne i do takich należała wirtualna współpraca z Maryszą. Z tej współpracy wyszło takie oto cudo, oczywiście mój wkład był minimalny, ale dobre i to :) Efekt końcowy przeszedł moje oczekiwania.
Sam moment rozpakowywania notesu był przyjemny, spójrzcie na opakowanie!



200 postarzanych kartek i ręcznie robiona okładka. Cudo!

Pasiasta niespodzianka na dokładkę :) Uwielbiam paseczki!



Aż szkoda mi w nim pisać...
Dziękuję Maryszo!